Seszele – raj na ziemi …

Kto marzy o piaszczystych plażach, romantycznych zatoczkach…

…o dzikiej roślinności i nigdzie indziej niespotykanych zwierzętach…

…kto preferuje kąpiele w wodzie koloru szmaragdowego, uwielbia podziwiać malownicze krajobrazy…
…kocha spokój, słońce, wiatr i przede wszystkim żagle…
=> koniecznie musi kiedyś wydać ciężko zarobione pieniądze i popłynąć w rejs po Seszelach!

 /Wspomnienia z rejsu 2010/

ania (9) [640x480]Seszele – to niewątpliwie jedno z najpiękniejszych i jakże niesamowitych miejsc na ziemi. Niegdyś było to schronienie piratów, po których do dzisiaj pozostały legendy i skrzynie po brzegi wypełnione kosztownościami… Wiele z tych skarbów do dziś nie odnaleziono…

Seszele – to grupa 115 wysp pochodzenia wulkanicznego i koralowego, z czego tylko 33 są zamieszkane . Znajdują się niemal pośrodku Oceanu Indyjskiego, niedaleko równika, na północny wschód od Madagaskaru (szerokość geograficzna południowa!), w strefie omijanej zwykle przez cyklony.

Owo państwo wyspiarskieto jedyny na świecie archipelag wysp granitowych. W połączeniu z żółtym piaskiem, przeźroczystą wodą oceanu, soczyście zieloną i gęstą roślinnością – skały te wyglądają jak wyrzeźbione pomniki, o przeróżnych kształtach. Do tego skaczące delfiny, pływające żółwie, ale też niegroźne i przyjazne żółwie lądowe, niczego nie bojące się nietoperze, kokosy o wadze 25 kg w kształcie damskich pośladków, kolorowe ptaki, których nigdzie więcej nie ma… – całość sprawia wrażenie wyśnionego kraju – raju, w którym człowiek czuje, że żyje, jakby był w bajce… na żywo…

gosia_t (51) [640x480]Przygotowania do rejsu zaczęliśmy już długo przed tym, jak zaokrętowaliśmy się na katamaranie Lavezzi 40 o nazwie s/y Maina. Sprawa załatwiania formalności trwała, trzeba było wyczarterować jacht, znaleźć dogodny przelot, dowiedzieć się, czy potrzebujemy dodatkowych szczepień, czego się wystrzegać, a czym się nie przejmować, gdzie robić zakupy, wymieniać walutę, gdzie płynąć, co zwiedzić, jakie dodatkowe opłaty nas czekają, gdzie brać wodę i paliwo, itp. Wpadliśmy również na pomysł połączenia rejsu na Seszelach z wizytą w Dubaju, w którym planowana była przesiadka samolotowa. W końcu, skoro i tak tam będziemy – warto, pomyśleliśmy, zatrzymać się tam kilka dni, odwiedzić miasto drapaczy chmur, wejść na najwyższy budynek świata i zjeść śniadanie w najdroższym i najbardziej ekskluzywnym hotelu świata. Trzeba było więc znaleźć hotel, załatwić wizy do Dubaju, potwierdzić, sfinalizować… Sporo działań organizacyjnych, wiele e-maili i telefonów, ale warto było!

Informacje praktyczne

gosia_t (4) [640x480]Okazuje się, że żadne szczepienia nie są wymagane. Walutę – rupia seszelska – można wymieniać z euro lub dolarów w każdym banku, a niegdyś powszechnie znany i praktykowany czarny rynek wymiany waluty np. u taksówkarzy – przestał się opłacać. Poza tym, jeżeli zabraknie nam rupii, bez żadnego problemu można już wszędzie płacić w euro lub dolarach (resztę otrzymamy w rupiach). Nie potrzebujemy żadnych wiz na Seszele, a na lotnisku nie są pobierane żadne dodatkowe opłaty. Do Dubaju niestety musimy się już postarać o wizy, wyrabiane korespondencyjnie jeszcze przed wyjazdem. Koszt takiej wizy zależy od ilości dni, jakie planujemy pozostać w Dubaju i również, co może dziwić – od przewoźnika linii lotniczych, jakimi zamierzamy się tam dostać. Zazwyczaj wszyscy zainteresowani, szczególnie podczas wyjazdu grupowego – nie mają problemu z uzyskaniem promesy. Jeszcze niedawno, kobiety niezamężne do 30 roku życia – mogły takiej nie otrzymać.

janusz_ (7) [640x480]To, czego należy się wystrzegać na Seszelach – to przede wszystkim słońca, jest ono tutaj dużo mocniejsze niż na Karaibach, w końcu jesteśmy blisko równika! Koniecznie zakładajmy czapki przeciwsłoneczne i używajmy wysokich filtrów! Penetrowanie podwodnego świata z maską i rurką w tej niesamowitej, tajemniczej wodzie oceanu o fantastycznym kolorze – także najlepiej praktykować w pełnym ubraniu, żeby np. nie popalić pleców.

Wstęp do większości parków narodowych jest płatny, koszt od osoby wynosi ok. 10-15 eur, dodatkowo płatne są też miejsca postoju jachtu na boi. Portów wiele nie znajdziemy, zaledwie na Mahe, Praslin i La Digue i właśnie jedynie tam można zatankować wodę do zbiorników, czy wziąć paliwo do jachtu. W pozostałych miejscach stoi się albo na kotwicy, albo na boi.

Sklepów na mniejszych wyspach nie ma, musimy więc dobrze zaplanować rejs. Z mięs najlepiej kupować kurczaki. Poza owocami, większość produktów jest importowana, a tamtejsze upały robią swoje, wiadomo.

gosia_t (66) [640x480]Nawigacyjnie natomiast – teren wcale nie należy do najłatwiejszych, sporo tu raf i nieoznakowanych kamieni. Z tego też powodu nie powinno się żeglować w nocy, a nawet armatorzy kategorycznie zabraniają, z wyjątkiem dłuższych przelotów np. na Wyspę Ptasią (Ile Bird) czy Wyspę Denis. Pozostałe wyspy znajdują się w zasięgu kilkugodzinnego żeglowania. Warto mieć swoje mapy elektroniczne i dodatkowego GPS’a, trzeba też dokładnie czytać locje i konfrontować z rzeczywistością, zdarzyło nam się raz dojrzeć skały w innym miejscu, niż powinniśmy. Trafiają się miejsca, gdzie GPS „gubi” zasięg (przy La Digue).

Posiadanie wędki na ryby bardzo się przydaje! Pływają tu ogromne ilości ryb, a świeżo złowiony tuńczyk prosto z oceanu – smakuje wyśmienicie!

Co poza tym jeszcze? Konieczne wyposażenie każdego załoganta seszelskiego raju to: aparaty fotograficzne, kamery, stroje kąpielowe, okulary przeciwsłoneczne, filtry, czapeczki chroniące przed słońcem, dużo krótkich spodenek i letnich bluzek, kurtka przeciwdeszczowa (czasami popada, co jest w sumie bardzo miłą odmianą), ładowarki samochodowe na 12V (rzadko można gdzieś podłączyć się do prądu), płytki CD z ulubioną muzyką (choć szczerze mówiąc trele ptaków, rozmowy skaczących delfinów i szum morza – nic nie zastąpi…). Należy mieć także przyjazne nastawienie (mieszkańcy są przesympatyczni, życzliwi i pomocni) i nie zapominać o codziennych żeglarskich obowiązkach. Każde kolejne odwiedzane miejsce, zatoczka, porcik, wysepka, wprawia w coraz to większy zachwyt, człowiek powoli zapomina o normalnym świecie…

gosia_t (75) [640x480]Kończąc temat spraw organizacyjnych – warto zastanowić się nad połączeniem wyjazdu na Seszele z wizytą w Dubaju. My lecieliśmy najpierw naszymi polskimi liniami LOT do Monachium, potem liniami Emirates Airlines na Mahe, z przesiadką w Dubaju. Podróż była długa i wyczerpująca, nie mówiąc już o przestojach na lotniskach. Podzielenie jej na krótsze odcinki jest świetnym pomysłem, dzięki temu wydłużyliśmy rejs o zwiedzanie słynnego już Dubaju i wzbogaciliśmy wyjazd o kolejne niezapomniane wrażenia. Byliśmy m.in. w Burdj al-Arab (7*hotel w kształcie żagla), Burj Dubai, w muzeum Dubaju, widzieliśmy Wyspy Palmowe, hotel Atlantis, Emirates Towers, pokazy fontann, byliśmy w centrach handlowych i Gold Souk i jeszcze w wielu innych ciekawych miejscach…

Z drugiej strony nie ma co narzekać – jachtem żeglowalibyśmy na Seszele kilka miesięcy, samolotami – raptem kilkanaście godzin…

gosia_t (43) [640x480]Wrażenia

Seszele dostarczają tak ogromnie dużo niezapomnianych wrażeń, że aż trudno w kilku zdaniach je opisać. Spróbujmy…

Nawigowanie po wodach Seszeli oznacza często żeglowanie slalomem pośród nieoznakowanych raf, skałek i wysepek. Cumuje się jak nie do boi, to do palmy czy kawałka granitowej skały, staje się na kotwicy, rzadko w portach, gdyż ich tam raptem trzy. Z żeglarskiego punktu widzenia – to spore wyzwanie, satysfakcja, wrażenia niesamowite!

Krajobrazy zachwycają! Piękna, bujna roślinność, ogromne i rozmaite palmy, wysokie granitowe wyspy, a te koralowe – ledwo wystają znad powierzchni wody, rewelacja! Wielkie żółwie chodzą po plażach i lasach, można je pogłaskać, najbardziej lubią „pod brodą”, wówczas wyciągają się w górę na swoich nogach i czekają na więcej :-). Spotkaliśmy również tego największego i najstarszego żółwia na świecie na wyspie Ile Bird – Esmeraldę. Ma ponoć ponad 200 lat!

gosia_t (53)2 [640x480]Nietoperze przelatują nad głowami, te też dają się dotknąć. Kolor wody jest nie do opisania… Zmienia się wraz z różnicą głębokości, dzięki czemu możliwa jest identyfikacja raf w ciągu dnia, a na tle białych plaż i granitowych skał – wygląda bajkowo. Kąpieli i snurklowania nie można sobie odmówić. Życia podwodnego również nie brakuje, wystarczy maska, rurka i płetwy – i jest się w kolejnym raju!

Nie ma tłumów i tysiąca jachtów. Niewiele jest firm czarterowych, niewiele osób żegluje. W ciągu dnia spotykaliśmy może kilka jachtów, więcej tych stojących w porcie, często na kotwicowiskach byliśmy zupełnie sami. Świadczą o tym chociażby maksymalnie dwie boje wystawione przy parkach narodowych, najczęściej nikogo na tej drugiej nie było. Można się kąpać do woli i nie obawiać się o kingstony z innych jachtów :-).

Na jednej z wysp, Ile Moyenne, spotkaliśmy wspaniałego, starszego Pana, Brytyjczyka, Brandona, szczególnie przychylnie nastawionego do Polaków. Miał z nimi wiele wspólnego w czasie II wojny światowej, ponoć bardzo pomogli i jemu i jego rodzinie. Pokazał nam wyspę, której jest właścicielem, zaprowadził tam, gdzie mieszka, opowiedział o przeszło stu żółwiach, które z nim żyją i że każdego rozpoznaje, mają swoje imiona, a Brandon wszystkie je pamięta. Nie ma wody pitnej, sprowadza z Mahe, od rana do wieczora opiekuje się żółwiami, psami, sprząta, gotuje, zbiera owoce… Niesamowity człowiek! Spokojnie jest po 80-tce, jednak siły i hartu ducha mu nie brakuje! Tacy są właśnie Seszelczycy – pracowici, mili i uprzejmi, życzliwi i chętni do pomocy.

gosia_t (82) [640x480]Na Praslin koniecznie trzeba pojechać, najlepiej z przewodnikiem, do Parku Narodowego Valle de Mai, gdzie zachowały się palmy, dające kokosy męskie i damskie. Ponoć dopiero po 20 latach żywotności palmy można rozpoznać, z jaką płcią koksów będziemy mieli do czynienia. W ogóle każdy z Parków Narodowych na Seszelach kryje w sobie coś innego, oryginalnego, wspaniałego! Będąc tam – zwiedzajmy jak najwięcej, naprawdę warto!

W ciągu tych 10 dni przepłynęliśmy raptem 236 Mm w czasie 73 godzin, z czego 43 godziny pod żaglami. Żadna rewelacja, można by powiedzieć, ale chcąc tam być i poza żeglowaniem jeszcze coś zobaczyć – trzeba podejść do rejsu po Seszelach trochę bardziej turystycznie. Nie zabrakło oczywiście ćwiczeń stawiania, zrzucania żagli, refowania, stawania na kotwicy, manewrowania katamaranem, podejść i odejść od portu. Nawet sekstant mieliśmy na wyposażeniu.

gosia_t (46) [640x480]Nasza trasa wyglądała następująco: Marina Eden Island (Wyspa Mahe) – Wyspa Moyenne – Ste. Anne (Wyspa Praslin) – Anse Cocos (zatoka przy Wyspie La Digue) – Wyspa Ptasia (Ile Bird) – Wyspa Aride – Port de la Passe (Wyspa La Digue) – Wyspa St. Pierre – Baie de la Raie (Wyspa Curieuse) – Anse au Riz (Wyspa Mahe) – Marina Eden Island (wyspa Mahe).

Więcej szczegółów, informacji oraz wszystkich zainteresowanych obejrzeniem krótkiego filmiku z rejsu i pobytu także w Dubaju – zapraszam do dział: Galeria VIDEO

W razie jakichkolwiek pytań – proszę o kontakt e-mail: info@talar-jachting.pl

Z żeglarskimi pozdrowieniami

Małgorzata Talar 

Talar Jachting

Od lat zajmujemy się organizowaniem i prowadzeniem rejsów i kursów żeglarskich po morzach - na przeróżnych akwenach świata. Pomagamy w organizacji czasu wolnego pod żaglami, przeprowadzamy jachty, szkolimy na stopnie żeglarskie i motorowodne. Uczymy manewrować, nawigować, pośredniczymy w czarterowaniu jachtów, doradzamy...

Kontakt

Masz pytania? Zapraszamy do kontaktu.

info@talar-jachting.pl

gosia@talar-jachting.pl

+48 606 715 125